Z krzywym uśmiechem spojrzałam na dziewczynę w stroju pandy.
-Kontakty z dziećmi jakoś nigdy nie były moją mocną stroną - powiedziałam, odczepiając od siebie brudne od piachu łapki dziecka. Na moje szczęście małe paskudy raz zdjęte więcej nie wracały. Kiedy całkowicie uwolniłam się z swego rodzaju pułapki poczułam się strasznie senna. Charakter kwami bierze górę... znowu... Jak tak dalej pójdzie to zasnę na stojąco. Podziękowałam za pomoc dziewczynie, a następnie ją pożegnałam. Nieograniczonego czasu nie mam, bo prędzej czy później się przemienię. Puściłam się biegiem w znajome alejki. Jeszcze tylko park i zaraz będę na miejscu. Czułam jak kleją mi się oczy. Nie mogę teraz zasnąć, to byłoby żałosne! Przechodząc obok parku zauważyłam, że nie ma tu nikogo. Przecież... jak usiądę na chwilę na tej ławce pod drzewem to nic się nie stanie, prawda? Biłam się z myślami jeszcze kilka minut, aż koniec końców skończyło się na tym, że jednak odpłynęłam w błogi sen, siedząc na tej nieszczęsnej ławeczce pod drzewem...
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
sobota, 16 kwietnia 2016
Laura
Uszykowałam ubrania na jutro, odłożyłam je na siedzenie krzesła. Przeciągnęłam się po czym włączyłam telewizor, przełączyłam na you tube i zaczęłam czegoś szukać. Dopiero po kilku minutach znalazłam odpowiednie ćwiczenia. Zaczęłam skakać, rozciągać się, brzuszki przysiady i kilka innych ćwiczeń których nawet nazwać nie potrafię. Po wszystkim po prostu się przebrałam w piżamę i włączyłam playstation.
Stefka
Po odjechaniu już naprawionym motorkiem z domu Xaviego postanowiłam zahaczyć o supermarket i kupić parę bezsensownych pierdołków, typu zupki chińskie i nutella. Nie samym chlebem człowiek żyje =^=
Wróciłam do domu.
- Odwiozłaś skuter do naprawy? - ojciec zapytał mnie, spoglądając znad laptopa.
- Już go mam z powrotem - mruknęłam, zdejmując buty i wsuwając mięciutkie skarpetki z kuleczkami antypoślizgowymi - za darmo kolega naprawił.
Mruknął coś w stylu :"aha." i nie odezwał się ani słowem więcej. Nic w stylu : " a jak ci minął dzień? Dobrze sie bawiłaś?"
Matki znowu nie było. Ponoć w jej hobbistycznym klubie astronomicznym dzisiaj w nocy jest spotkanie z oglądaniem komety B-16.. Musi wszystko przygotować...
Hum tracił mnie w policzek.
Znowu miałam zwiechę!
Pobiegłam do pokoju z torbą pełną słodkości i uruchomiłam laptopa. Może nie spędzam czasu zbyt aktywnie, ale od tego mam misje, tak?
Hum przyniósł słuchawki w ząbkach.
- Nie, dzisiaj nie to - poklepałam go po maleńkiej główce-dzisiaj coś normalnego.
Przytaknął i usadowił się na moich kolanach, wgapiając się w ikonkę YouTube, która stopniowo się powiększała, aż w końcu kliknęłam na film i założyłam nam słuchawki. Kocham moje życie.
Wróciłam do domu.
- Odwiozłaś skuter do naprawy? - ojciec zapytał mnie, spoglądając znad laptopa.
- Już go mam z powrotem - mruknęłam, zdejmując buty i wsuwając mięciutkie skarpetki z kuleczkami antypoślizgowymi - za darmo kolega naprawił.
Mruknął coś w stylu :"aha." i nie odezwał się ani słowem więcej. Nic w stylu : " a jak ci minął dzień? Dobrze sie bawiłaś?"
Matki znowu nie było. Ponoć w jej hobbistycznym klubie astronomicznym dzisiaj w nocy jest spotkanie z oglądaniem komety B-16.. Musi wszystko przygotować...
Hum tracił mnie w policzek.
Znowu miałam zwiechę!
Pobiegłam do pokoju z torbą pełną słodkości i uruchomiłam laptopa. Może nie spędzam czasu zbyt aktywnie, ale od tego mam misje, tak?
Hum przyniósł słuchawki w ząbkach.
- Nie, dzisiaj nie to - poklepałam go po maleńkiej główce-dzisiaj coś normalnego.
Przytaknął i usadowił się na moich kolanach, wgapiając się w ikonkę YouTube, która stopniowo się powiększała, aż w końcu kliknęłam na film i założyłam nam słuchawki. Kocham moje życie.
wtorek, 12 kwietnia 2016
Laura
W końcu wpadłam do mieszkania, mops od razu na mnie wskoczył, przez co ledwo utrzymałam równowagę. Cóż za szalony dzień...
Z trudem ruszyłam do swojego pokoju, Klusek pognał za mną, zahaczając brzuszkiem o każdy schodek. Gdy weszłam do pokoju, kwami siadła na moim biurku. Przysiadłam na podłodze z planem lekcji i zaczęłam się pakować, co zajęło mi dobre kilka minut, aż w końcu rzuciłam plecak gdzieś w kąt. Wzięłam książkę od fizyki, w sumie z czystej ciekawości, otworzyłam na pierwszym rozdziale. Fizyka atomowa... brzmi groźnie.... Zjawisko fotoelektryczne... co to kurde jest?
Coś czuję, że to będzie ciężki rok....
Z trudem ruszyłam do swojego pokoju, Klusek pognał za mną, zahaczając brzuszkiem o każdy schodek. Gdy weszłam do pokoju, kwami siadła na moim biurku. Przysiadłam na podłodze z planem lekcji i zaczęłam się pakować, co zajęło mi dobre kilka minut, aż w końcu rzuciłam plecak gdzieś w kąt. Wzięłam książkę od fizyki, w sumie z czystej ciekawości, otworzyłam na pierwszym rozdziale. Fizyka atomowa... brzmi groźnie.... Zjawisko fotoelektryczne... co to kurde jest?
Coś czuję, że to będzie ciężki rok....
środa, 6 kwietnia 2016
Karolina
Po powrocie do domu dość szybko zasnęłam. Noc była spokojna, żadnych koszmarów, czy mar.
Mogłam więc spokojnie wypocząć przed kolejnym dniem, który miałam spędzić w szkole na rozpoczęciu oraz poznawaniu nowej szkoły - będę tam dopiero drugi raz w życiu.
I oto nadszedł - kolejny dzień, a wraz z nim przyjazne dla mnie promienie słońca, które wręcz uwielbiałam momentami, a czasem wręcz ich nienawidziłam.
Gdy wstałam, spojrzałam na zegarek, by sprawdzić ile mam jeszcze czasu. Miałam go dość sporo, więc wyciągnęłam się po czym poszłam sobie zrobić śniadanie. Wypsikałam się dezodorantem jak zawsze, po czym się ubrałam i zaczęłam brać za zwykłe czynności, takie jak czesanie włosów, mycie zębów. Stanęłam przed lustrem zapinając właśnie drugiego kolczyka. Udało się. Wyszłam z łazienki, po czym skierowałam się do mojej rodzinki, niestety nie pożegnałam się z nimi. Nie miałam po co.
Wyszłam z domu, poprawiając swoją torbę na ramieniu, po czym ruszyłam w dal. Dość szybko dotarłam do szkoły, gdzie spędziłam samotnie dzień. Na razie nie chciałam się odzywać za bardzo.
Kiedy wyszłam ze szkoły westchnęłam ciężko. Fizyka ma być pierwsza? Jaka do dupy szkoła - pomyślałam sobie tylko idąc przed siebie. Szłam tak z paręnaście minut, po czym kątem oka zauważyłam na placu dzieci i... Baranka? Rozbawiona zaśmiałam się, po czym szybko się schowałam za pierwszym lepszym budynkiem i się przemieniłam, tak by nikt tego nie widział, po czym szybko doskoczyłam do baranka.
- Potrzebujesz może pomocy? - zapytałam się jej rozbawiona, patrząc na dzieciaki, które po chwili i na mnie się uwiesiły, bo "pandzia, pandzia!". Uśmiechnęłam się delikatnie do dzieci, po czym spojrzałam na nieznajomą.
- Zaatakowały Cie i tak tu po prostu stoisz? A to niedobre dzieciaczki z was! Nie no... żartuje! - powiedziałam do wszystkich.
Mogłam więc spokojnie wypocząć przed kolejnym dniem, który miałam spędzić w szkole na rozpoczęciu oraz poznawaniu nowej szkoły - będę tam dopiero drugi raz w życiu.
I oto nadszedł - kolejny dzień, a wraz z nim przyjazne dla mnie promienie słońca, które wręcz uwielbiałam momentami, a czasem wręcz ich nienawidziłam.
Gdy wstałam, spojrzałam na zegarek, by sprawdzić ile mam jeszcze czasu. Miałam go dość sporo, więc wyciągnęłam się po czym poszłam sobie zrobić śniadanie. Wypsikałam się dezodorantem jak zawsze, po czym się ubrałam i zaczęłam brać za zwykłe czynności, takie jak czesanie włosów, mycie zębów. Stanęłam przed lustrem zapinając właśnie drugiego kolczyka. Udało się. Wyszłam z łazienki, po czym skierowałam się do mojej rodzinki, niestety nie pożegnałam się z nimi. Nie miałam po co.
Wyszłam z domu, poprawiając swoją torbę na ramieniu, po czym ruszyłam w dal. Dość szybko dotarłam do szkoły, gdzie spędziłam samotnie dzień. Na razie nie chciałam się odzywać za bardzo.
Kiedy wyszłam ze szkoły westchnęłam ciężko. Fizyka ma być pierwsza? Jaka do dupy szkoła - pomyślałam sobie tylko idąc przed siebie. Szłam tak z paręnaście minut, po czym kątem oka zauważyłam na placu dzieci i... Baranka? Rozbawiona zaśmiałam się, po czym szybko się schowałam za pierwszym lepszym budynkiem i się przemieniłam, tak by nikt tego nie widział, po czym szybko doskoczyłam do baranka.
- Potrzebujesz może pomocy? - zapytałam się jej rozbawiona, patrząc na dzieciaki, które po chwili i na mnie się uwiesiły, bo "pandzia, pandzia!". Uśmiechnęłam się delikatnie do dzieci, po czym spojrzałam na nieznajomą.
- Zaatakowały Cie i tak tu po prostu stoisz? A to niedobre dzieciaczki z was! Nie no... żartuje! - powiedziałam do wszystkich.
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
Sophie
-Sophie, miło mi - rzuciłam, postanawiając, że raczej daruję sobie podanie ręki. Zerknęłam na zegarek. Robi się późno, a ja jutro muszę porządnie zacząć dzień. Rozmawiałam z Maćkiem jeszcze kilka minut na temat tego co zdarzyło się poparzonemu człowiekowi, a następnie udałam się w stronę domu. Koniec końców kiedy stałam przed drzwiami była już noc. Wstawiłam czekoladowe mleko do lodówki, a następnie sprawdziłam czy babcia jest w domu. Spała. Jak zwykle o tej godzinie. Ja w sumie też powinnam się zdrzemnąć. Położyłam drzemiącego Ariesa na poduszeczce, a sama poszłam zrobić sobie kąpiel. Po kilkunastu minutach położyłam się do łóżka. Jutro zaczynam studia... Niby jestem przygotowana, ale wciąż towarzyszy mi stres. Przymknęłam oczy.
Obudziło mnie chrapanie Ariesa. Zsunęłam się z łóżka, przecierając zaspane oczy. Miałam jeszcze całe dwie godziny do wyjścia. W pół godziny zdążyłam się oporządzić i zjeść śniadanie. Stwierdziłam, że zdążę jeszcze przeczytać rozdział książki, która poruszała problemy dzisiejszego świata.
-Ech, gdzie te okulary - zaczęłam przeszukiwać pokój, aż znalazłam je pod łóżkiem. Ciekawe jak się tu znalazły? Usiadłam na łóżku i pogrążyłam się w lekturze. Czas minął jak z bicza strzelił. Jeszcze trochę, a nie zdążyłabym na rozpoczęcie. Ku mojemu zaskoczeniu Aries leżał już w torbie. Oczywiście dalej spał. Stwierdzając, że jestem już gotowa do wyjścia mogłam spokojnie ruszyć w stronę przystanku autobusowego. Kiedy autobus nadjechał okazało się, że tłumów nie ma. Tylko ja, jacyś ludzie (kilkoro z nich wyglądało jakby pracowało w korpo, ale to szczegół) i gromadka dzieciaków. Zaskakujące, że ludzie których mijam na ulicy, kilka godzin później mogą okazać się złoczyńcami opanowanymi przez akumy. Z myśli wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi autobusowych. Wyskoczyłam z pojazdu stając naprzeciw budynku, w którym miałam rozpocząć naukę.
Rozpoczęcie roku minęło bez jakichś większych problemów.
-Sophie... przejdźmy się, prooooszę? - Aries wystawił swój łebek z torby.
-Nie śpisz? - zapytałam - A poza tym, wiesz jaki to kawał drogi?
-Wiem, ale jakoś wolałbym pójść pieszo. Poza tym, nikogo prawie tu nie ma, więc nie muszę się dusić w tej torbie! - wykrzyknął wesoło.
-No dobrze, niech ci będzie - posadziłam kwami na ramieniu, ale on za chwilę wzleciał do góry i położył się na mojej głowie. Co ja się z nim mam.
-Co masz zamiar robić przez resztę dnia? - zapytał.
-Na początku chciałabym dojść do domu - ze znużeniem spojrzałam na ciągnącą się ulicę.
-Wiesz, w sumie gdybyś przemieniła się w Aturu byłabyś tam dwa razy szybciej~ - Aries zaczął gawędzić zachęcającym tonem. Ten mały cwaniaczek dobrze wie co robi. Jakby nie spojrzeć dawno się nie przemieniałam, może nie zaszkodzi, tak raz?
-No dobrze, ale mimo wszystko zróbmy to dyskretnie - po tych słowach udałam się za jakiś budynek wychodząc już jako Aturu. Zapomniałam już, że te rogi ważą swoje. Szybko pognałam skacząc, bo dachach budynków. Po kilku minutach byłam już prawie na miejscu. Stanęłam na trawniku żeby rozejrzeć się za mało zaludnionym miejscem. Niestety zanim je znalazłam, poczułam jak coś łapie mnie w okolicy uda. Zniecierpliwiona spojrzałam w dół. Dopiero po kilku chwilach zrozumiałam, że stoję na środku placu zabaw i zostałam zatrzymana przez grupkę małych dzieci, które zaczęły mnie tulić. Nie chcąc wywołać u nich ataku histerii uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie poświęcenie im trochę uwagi. Mój strój jest niestety bardzo miękki i taka akcja zdarza się już nie pierwszy raz. I w taki oto sposób skończyłam jako główna atrakcja placu zabaw. Byłam przytulanką, drabinką i zjeżdżalnią jednocześnie. A JA CHCIAŁAM TYLKO SZYBCIEJ BYĆ W DOMU!
Obudziło mnie chrapanie Ariesa. Zsunęłam się z łóżka, przecierając zaspane oczy. Miałam jeszcze całe dwie godziny do wyjścia. W pół godziny zdążyłam się oporządzić i zjeść śniadanie. Stwierdziłam, że zdążę jeszcze przeczytać rozdział książki, która poruszała problemy dzisiejszego świata.
-Ech, gdzie te okulary - zaczęłam przeszukiwać pokój, aż znalazłam je pod łóżkiem. Ciekawe jak się tu znalazły? Usiadłam na łóżku i pogrążyłam się w lekturze. Czas minął jak z bicza strzelił. Jeszcze trochę, a nie zdążyłabym na rozpoczęcie. Ku mojemu zaskoczeniu Aries leżał już w torbie. Oczywiście dalej spał. Stwierdzając, że jestem już gotowa do wyjścia mogłam spokojnie ruszyć w stronę przystanku autobusowego. Kiedy autobus nadjechał okazało się, że tłumów nie ma. Tylko ja, jacyś ludzie (kilkoro z nich wyglądało jakby pracowało w korpo, ale to szczegół) i gromadka dzieciaków. Zaskakujące, że ludzie których mijam na ulicy, kilka godzin później mogą okazać się złoczyńcami opanowanymi przez akumy. Z myśli wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi autobusowych. Wyskoczyłam z pojazdu stając naprzeciw budynku, w którym miałam rozpocząć naukę.
Rozpoczęcie roku minęło bez jakichś większych problemów.
-Sophie... przejdźmy się, prooooszę? - Aries wystawił swój łebek z torby.
-Nie śpisz? - zapytałam - A poza tym, wiesz jaki to kawał drogi?
-Wiem, ale jakoś wolałbym pójść pieszo. Poza tym, nikogo prawie tu nie ma, więc nie muszę się dusić w tej torbie! - wykrzyknął wesoło.
-No dobrze, niech ci będzie - posadziłam kwami na ramieniu, ale on za chwilę wzleciał do góry i położył się na mojej głowie. Co ja się z nim mam.
-Co masz zamiar robić przez resztę dnia? - zapytał.
-Na początku chciałabym dojść do domu - ze znużeniem spojrzałam na ciągnącą się ulicę.
-Wiesz, w sumie gdybyś przemieniła się w Aturu byłabyś tam dwa razy szybciej~ - Aries zaczął gawędzić zachęcającym tonem. Ten mały cwaniaczek dobrze wie co robi. Jakby nie spojrzeć dawno się nie przemieniałam, może nie zaszkodzi, tak raz?
-No dobrze, ale mimo wszystko zróbmy to dyskretnie - po tych słowach udałam się za jakiś budynek wychodząc już jako Aturu. Zapomniałam już, że te rogi ważą swoje. Szybko pognałam skacząc, bo dachach budynków. Po kilku minutach byłam już prawie na miejscu. Stanęłam na trawniku żeby rozejrzeć się za mało zaludnionym miejscem. Niestety zanim je znalazłam, poczułam jak coś łapie mnie w okolicy uda. Zniecierpliwiona spojrzałam w dół. Dopiero po kilku chwilach zrozumiałam, że stoję na środku placu zabaw i zostałam zatrzymana przez grupkę małych dzieci, które zaczęły mnie tulić. Nie chcąc wywołać u nich ataku histerii uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie poświęcenie im trochę uwagi. Mój strój jest niestety bardzo miękki i taka akcja zdarza się już nie pierwszy raz. I w taki oto sposób skończyłam jako główna atrakcja placu zabaw. Byłam przytulanką, drabinką i zjeżdżalnią jednocześnie. A JA CHCIAŁAM TYLKO SZYBCIEJ BYĆ W DOMU!
Xavi
Szedłem przez miasto. Już jako ja. Wstąpiłem do sklepu zoologicznego tuż przed zamknięciem. Kupiłem terrarium i małe pudełko. Po wyjściu ze sklepu Vex spojrzał się na mnie pytająco.
- A po co ci to? Nie zamierzasz chyba mieć zwierzaka? - przeciągnął sie - nie pozwolę na to! Masz mnie przecież.
Milczałem. Wszedłem do domu, uchylając drzwi od pokoju ojca. Spał. Dobrze. Zaszyłem się u siebie i z grobową miną postawiłem terrarium na biurku. Następnie wrzuciłem do środka drzemiącego Vexa i zamknąłem wieko na klucz, po czym zdjąłem gogle i zamknąłem je na klucz w drugim pudełku. Kończę z tym.
Pudełko schowałem na górze szafy. Niech mnie nie korci.
A mała gadzina spała. Zresztą, też powinienem.
Co ja odwalam. Mam rozdwojenie jaźni, czy co? Naprawdę. Oddam Stefce obydwa klucze. Wiem, że jej mogę
zaufać. Przebrałem się w piżamę, wbrew pozorom wyczerpany. Zasnąłem. Obudziły mnie popiskiwania Vexa.
- Co ty robisz!? - uderzał łapkami w szybę - Dlaczego mnie zamknąłeś!?
- Jesteś niebezpieczny - mruknąłem, półśpiący. - Twoje instynkty we mnie przechodzą, staję się jakimś potworem. Muszę ciebie ograniczyć.
- OGRANICZYĆ!? MNIEE!? - zaczął się drzeć i Po chwili prawie przewrócił swoje rozgrzane więzienie. Widziałem, co w nim siedzi.Jakaś bestia, nie mała i wesoła jaszczurka. Miotał się po klatce jak oszalały, złorzecząc na mnie i wszystko dookoła. A ja dostrzegałem w nim siebie. Jakąś maszynę do zabijania.
Odwróciłem się. Kończę z tym. Nie mogę dalej kaleczyć ludzi... Po chwili okryłem klatkę szczelnie kocem i schowałem pod biurko, poza zasięg wzroku
osób wchodzących do mojego pokoju. Nie, po prostu nie... Czy to musiało się tak rozwinąć?
Dźwięki szamotania powoli zaczęły milknąć. Chyba się uspokoił. Podniosłem przestarzały budzik. Czwarta nad ranem? Nie zasnę już. Zadzwoniłem do Stefy. Zawsze odbierze.
- Cooooojeeeeesssst?-ziewnęła głośno do słuchawki.
- Problemy z Vexem. Przybywaj, teraz - zakończyłem rozmowę.
Po chwili Niematerialna przez ścianę wleciała do pokoju, by na powrót stać się moją poczciwą przyjaciółką.
- Koniec straszenia, Hum - powiedziała i po chwili stała w piżamie przypominającej szachownicę -jakie problemy?
- Duże. To przez niego odwalam taką psychozę...- wysunąłem trzęsące się terrarium i odkryłem koc, momentalnie "włączając" wkurw Vexa. Dawno nie
widziałem, aby była tak zdziwiona.
Hum przybliżył się smutno do klatki z cichym pomrukiem. Vex ani na niego nie spojrzał, dalej łypał na nas gniewnie i warczał. Fioletowa piana kapała mu z pyska.
- Pożarł akumę - Hum poraz pierwszy wydobył z siebie coś więcej niż pomruk czy bezsensowne nucenie - potrzeba kogoś, kto umie oczyszczać akumy.
Spojrzeliśmy się po sobie ze Stefką. W naszych duetach raczej byliśmy tymi, co unieszkodliwiali przeciwnika, a uleczaniem zajmował się nasz partner...
- Można go jakoś uleczyć? - zapytałem duszka.
Pokiwał głową.
- Wychodzi na to, że musimy poprosić twoją partnerkę z playboya - zaśmiała się. No tak, króliczek...- o oczyszczenie Vexa. A dokładniej: zawartości jego żołądka.
Przytaknąłem.
- Wyśledzisz ją? Ja naprawdę wolę nie kusić losu i sie nie przemieniać. - mruknąłem.
- Spoko Loko, dzyń dzyń dzyń! - pokazała mi dwie okejki - po prostu poczekaj na mój telefon, dobra? Wtedy przyniesiesz tę małą bombę zegarową na wskazane miejsce.
Przytaknąłem.
Około godziny piętnastej zadzwonił mój telefon.
- Masz ją!? - zestresowany wrzasnąłem do słuchawki.
- Aua...mam... Ale nie piszcz tak, bo mi bębenki popękają... Jest, namierzyłam ją. I to ona w stu procentach, bo ma przy sobie kwami białego królika. Właśnie z nim gada. Przybywaj na plac Niepodległości, jasne?
Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Zaciągnąłem gogle na czoło (nie na oczy ) i po paru minutach byłem na tym placu.
- A po co ci to? Nie zamierzasz chyba mieć zwierzaka? - przeciągnął sie - nie pozwolę na to! Masz mnie przecież.
Milczałem. Wszedłem do domu, uchylając drzwi od pokoju ojca. Spał. Dobrze. Zaszyłem się u siebie i z grobową miną postawiłem terrarium na biurku. Następnie wrzuciłem do środka drzemiącego Vexa i zamknąłem wieko na klucz, po czym zdjąłem gogle i zamknąłem je na klucz w drugim pudełku. Kończę z tym.
Pudełko schowałem na górze szafy. Niech mnie nie korci.
A mała gadzina spała. Zresztą, też powinienem.
Co ja odwalam. Mam rozdwojenie jaźni, czy co? Naprawdę. Oddam Stefce obydwa klucze. Wiem, że jej mogę
zaufać. Przebrałem się w piżamę, wbrew pozorom wyczerpany. Zasnąłem. Obudziły mnie popiskiwania Vexa.
- Co ty robisz!? - uderzał łapkami w szybę - Dlaczego mnie zamknąłeś!?
- Jesteś niebezpieczny - mruknąłem, półśpiący. - Twoje instynkty we mnie przechodzą, staję się jakimś potworem. Muszę ciebie ograniczyć.
- OGRANICZYĆ!? MNIEE!? - zaczął się drzeć i Po chwili prawie przewrócił swoje rozgrzane więzienie. Widziałem, co w nim siedzi.Jakaś bestia, nie mała i wesoła jaszczurka. Miotał się po klatce jak oszalały, złorzecząc na mnie i wszystko dookoła. A ja dostrzegałem w nim siebie. Jakąś maszynę do zabijania.
Odwróciłem się. Kończę z tym. Nie mogę dalej kaleczyć ludzi... Po chwili okryłem klatkę szczelnie kocem i schowałem pod biurko, poza zasięg wzroku
osób wchodzących do mojego pokoju. Nie, po prostu nie... Czy to musiało się tak rozwinąć?
Dźwięki szamotania powoli zaczęły milknąć. Chyba się uspokoił. Podniosłem przestarzały budzik. Czwarta nad ranem? Nie zasnę już. Zadzwoniłem do Stefy. Zawsze odbierze.
- Cooooojeeeeesssst?-ziewnęła głośno do słuchawki.
- Problemy z Vexem. Przybywaj, teraz - zakończyłem rozmowę.
Po chwili Niematerialna przez ścianę wleciała do pokoju, by na powrót stać się moją poczciwą przyjaciółką.
- Koniec straszenia, Hum - powiedziała i po chwili stała w piżamie przypominającej szachownicę -jakie problemy?
- Duże. To przez niego odwalam taką psychozę...- wysunąłem trzęsące się terrarium i odkryłem koc, momentalnie "włączając" wkurw Vexa. Dawno nie
widziałem, aby była tak zdziwiona.
Hum przybliżył się smutno do klatki z cichym pomrukiem. Vex ani na niego nie spojrzał, dalej łypał na nas gniewnie i warczał. Fioletowa piana kapała mu z pyska.
- Pożarł akumę - Hum poraz pierwszy wydobył z siebie coś więcej niż pomruk czy bezsensowne nucenie - potrzeba kogoś, kto umie oczyszczać akumy.
Spojrzeliśmy się po sobie ze Stefką. W naszych duetach raczej byliśmy tymi, co unieszkodliwiali przeciwnika, a uleczaniem zajmował się nasz partner...
- Można go jakoś uleczyć? - zapytałem duszka.
Pokiwał głową.
- Wychodzi na to, że musimy poprosić twoją partnerkę z playboya - zaśmiała się. No tak, króliczek...- o oczyszczenie Vexa. A dokładniej: zawartości jego żołądka.
Przytaknąłem.
- Wyśledzisz ją? Ja naprawdę wolę nie kusić losu i sie nie przemieniać. - mruknąłem.
- Spoko Loko, dzyń dzyń dzyń! - pokazała mi dwie okejki - po prostu poczekaj na mój telefon, dobra? Wtedy przyniesiesz tę małą bombę zegarową na wskazane miejsce.
Przytaknąłem.
Około godziny piętnastej zadzwonił mój telefon.
- Masz ją!? - zestresowany wrzasnąłem do słuchawki.
- Aua...mam... Ale nie piszcz tak, bo mi bębenki popękają... Jest, namierzyłam ją. I to ona w stu procentach, bo ma przy sobie kwami białego królika. Właśnie z nim gada. Przybywaj na plac Niepodległości, jasne?
Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Zaciągnąłem gogle na czoło (nie na oczy ) i po paru minutach byłem na tym placu.
Podszedłem do Stefki, która kciukiem wskazała na dziewczynę w męskich ciuchach siedzącą na ławce.
- Chodźmy.
Na nasz widok od razu schowała króliczka do bluzy.
- A więc umiesz oczyszczać akumy, Hare? - zacząłem, używając jej przydomku, bo prawdziwego imienia nie znałem - Ja, czyli Kameleon, potrzebuję małej pomocy. I przepraszam przy okazji za to moje świrowanie. To przez niego - dla lepszego efektu odkryłem klatkę z rozwścieczonym Vexem - pożarł akumę i siebie, ani mnie nie kontrolował. Mogłabyś spróbować oczyścić jego i zawartość jego żołądka? Bardzo. Ładnie. Proszę.
Spojrzała się na mnie jak na świra.
Nie dziwię się.
Stefka sapnęła, w oczekiwaniu na jej odpowiedź, zaś Hum niepewnie podleciał do klatki.
Zmarczyła brwi
-Jak mnie znaleźliście?-Powiedziała wyjątkowo poważnym głosem.
- Niematerialna, szpieg na zawołanie - Stefka się ukłoniła - potrzebowaliśmy ciebie w trybie natychmiastowym, a kombinacja twojego głosu, fryzury, kształtu twarzy i wzrostu jest łatwa do zapamiętania. Śledziłam cię od razu jak wyszłaś ze szkoły. Również przepraszam za brak poszanowania twojej prywatności. - zakończyła.
-Normalne to to nie jest-westchneła głęboko. Cały czas patrzyła gdzieś w bok, później przeniosła wzrok na czubki swoich trampek.
- Wracając do tematu - mogłabyś wyświadczyć nie tylko mnie, ale całemu miastu przysługę o unicestwienie jednego pomyleńca?
- Niby jak?
- Oczyszczając akumę zamkniętą w Vexie.
- A jak mam to zrobić, żeby go nie zabić?
- On ją połknął...zjadł...i nadal jest żywa w jego brzuchu. Po prostu zmień ją w motylka, tak jak wszystkie inne przedtem...-podrapałem się po głowie - Wierzę w ciebie!
- A nie trzeba jej wyciągnąć? - zawahała się.
- A chcesz tego dotykać nie przez szybkę? - podsunąłem jej terrarium z płonącym Vexem, w konwulsjach plującym fioletową pianą i rzucającym się jak oszalały, pod jej nos.
Cofnęła się gwałtownie i upadła na ławkę.
- Wiem, że to nie jest najprzyjemniejsze rozpoczęcie roku, ale proszę, zrób to - odsunąłem klatkę sprzed jej twarzy.
- Tutaj? - rozejrzała się dookoła.
Pokiwaliśmy głowami.
- Schowajmy sie za drzewem.
-bo to dużo pomoże-bąknęła pod nosem i poszła za owe drzewo.
-Rossa kicaj!- wykrzynęła, po czym biały króliczek został wessany przez wisiorek na jej szyi.
Podałem jej terrarium.
- Czyń swoją powinność...
- A klucz? - wzięła głęboki oddech.
Stefka podała jej mały kluczyk.
- Uważaj...proszę.
-postaram się.-zmieniła chyba swoje nastawienie. Bez wachania uwolniła kwami i odskoczyła do tyłu.
-Pora wypędzić złe moce!-Ryknęła wyciągając młot przed siebie, który wessał małego kameleona.
;_;
-Vex, żyjesz? - popukałem w młot. Nie, żeby co, ale się trochę cykam...
Dziewczyna była zupełnie zdezorientowana.
- Ja... nie wiem czy to się uda...
Wielka mi pociecha! Oddaj mojego kwami ty zazdrośnico ;∆;!
- A z której strony on wyleci? Przydałoby się go złapać ._." - zacząłem obchodzić ją z młotkiem dookoła.
- Tam gdzie został wessany.
Po chwili mała jaszczurka po prostu wypadła z młotka prosto w moje ręce.
Spał chyba...
- Jestem ci dozgonnie wdzięczny... - pogłaskałem słodko śpiącego malucha po głowie - i przysięgam, że nie będę zabijał.
Stefka zaklaskała.
- No...to widzę, że nasz Xavi w końcu dorósł - po czym szeptem dodała - dwa lata spóźniony, ale najważniejsze, że zmądrzał~
- Hej! Jestem starszy od ciebie o ponad dwa miesiące! - puknąłem ją w czoło - nie zapominaj!
Zaśmiała się.
- A więc... Jak minął pierwszy dzień szkoły? - zapytała moją zbawicielkę - Mocno dyrek przynudzał?
- A czy to ważne? - uniosła brew.
- Nie, ale chciałam jakoś podtrzymać rozmowę czy coś. Dobra, panie poeto, trzeba wracać do warsztatu naprawić mi motocykl.
Pożegnaliśmy się z Hare i po prostu wróciłem do mojego nie profesjonalnego warsztatu w garażu pod kamienicą, gdzie naprawiam rowery i inne takie.
-Rossa kicaj!- wykrzynęła, po czym biały króliczek został wessany przez wisiorek na jej szyi.
Podałem jej terrarium.
- Czyń swoją powinność...
- A klucz? - wzięła głęboki oddech.
Stefka podała jej mały kluczyk.
- Uważaj...proszę.
-postaram się.-zmieniła chyba swoje nastawienie. Bez wachania uwolniła kwami i odskoczyła do tyłu.
-Pora wypędzić złe moce!-Ryknęła wyciągając młot przed siebie, który wessał małego kameleona.
;_;
-Vex, żyjesz? - popukałem w młot. Nie, żeby co, ale się trochę cykam...
Dziewczyna była zupełnie zdezorientowana.
- Ja... nie wiem czy to się uda...
Wielka mi pociecha! Oddaj mojego kwami ty zazdrośnico ;∆;!
- A z której strony on wyleci? Przydałoby się go złapać ._." - zacząłem obchodzić ją z młotkiem dookoła.
- Tam gdzie został wessany.
Po chwili mała jaszczurka po prostu wypadła z młotka prosto w moje ręce.
Spał chyba...
- Jestem ci dozgonnie wdzięczny... - pogłaskałem słodko śpiącego malucha po głowie - i przysięgam, że nie będę zabijał.
Stefka zaklaskała.
- No...to widzę, że nasz Xavi w końcu dorósł - po czym szeptem dodała - dwa lata spóźniony, ale najważniejsze, że zmądrzał~
- Hej! Jestem starszy od ciebie o ponad dwa miesiące! - puknąłem ją w czoło - nie zapominaj!
Zaśmiała się.
- A więc... Jak minął pierwszy dzień szkoły? - zapytała moją zbawicielkę - Mocno dyrek przynudzał?
- A czy to ważne? - uniosła brew.
- Nie, ale chciałam jakoś podtrzymać rozmowę czy coś. Dobra, panie poeto, trzeba wracać do warsztatu naprawić mi motocykl.
Pożegnaliśmy się z Hare i po prostu wróciłem do mojego nie profesjonalnego warsztatu w garażu pod kamienicą, gdzie naprawiam rowery i inne takie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)