poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Xavi

Szedłem przez miasto. Już jako ja. Wstąpiłem do sklepu zoologicznego tuż przed zamknięciem. Kupiłem terrarium i małe pudełko. Po wyjściu ze sklepu Vex spojrzał się na mnie pytająco.
- A po co ci to? Nie zamierzasz chyba mieć zwierzaka? - przeciągnął sie - nie pozwolę na to! Masz mnie przecież.
Milczałem. Wszedłem do domu, uchylając drzwi od pokoju ojca. Spał. Dobrze. Zaszyłem się u siebie i z grobową miną postawiłem terrarium na biurku.  Następnie wrzuciłem do środka drzemiącego Vexa i zamknąłem wieko na klucz, po czym zdjąłem gogle i zamknąłem je na klucz w drugim pudełku. Kończę z tym.
Pudełko schowałem na górze szafy. Niech mnie nie korci.
A mała gadzina spała. Zresztą, też powinienem.
Co ja odwalam. Mam rozdwojenie jaźni, czy co? Naprawdę. Oddam Stefce obydwa klucze. Wiem, że jej mogę
zaufać. Przebrałem się w piżamę, wbrew pozorom  wyczerpany. Zasnąłem. Obudziły mnie popiskiwania Vexa.

- Co ty robisz!? -  uderzał łapkami w szybę - Dlaczego mnie zamknąłeś!?
- Jesteś niebezpieczny - mruknąłem, półśpiący. - Twoje instynkty we mnie przechodzą, staję się jakimś potworem. Muszę ciebie ograniczyć.
- OGRANICZYĆ!? MNIEE!? - zaczął się drzeć i Po chwili prawie przewrócił swoje rozgrzane więzienie. Widziałem, co w nim siedzi.Jakaś bestia, nie mała i wesoła jaszczurka. Miotał się po klatce jak oszalały, złorzecząc na mnie i wszystko dookoła. A ja dostrzegałem w nim siebie. Jakąś maszynę do zabijania.
Odwróciłem się. Kończę z tym. Nie mogę dalej kaleczyć ludzi... Po chwili okryłem klatkę szczelnie kocem i schowałem pod biurko, poza zasięg wzroku
osób wchodzących do mojego pokoju. Nie, po prostu nie... Czy to musiało się tak rozwinąć?
Dźwięki szamotania powoli zaczęły milknąć. Chyba się uspokoił. Podniosłem przestarzały budzik. Czwarta nad ranem? Nie zasnę już. Zadzwoniłem do Stefy. Zawsze odbierze.
- Cooooojeeeeesssst?-ziewnęła głośno do słuchawki.
- Problemy z Vexem. Przybywaj, teraz - zakończyłem rozmowę.
Po chwili Niematerialna przez ścianę wleciała do pokoju, by na powrót stać się moją poczciwą przyjaciółką.
- Koniec straszenia, Hum - powiedziała i po chwili stała w piżamie przypominającej szachownicę -jakie problemy?
- Duże. To przez niego odwalam taką psychozę...- wysunąłem trzęsące się terrarium i odkryłem koc, momentalnie "włączając" wkurw Vexa.  Dawno nie
widziałem, aby była tak zdziwiona.
Hum przybliżył się smutno do klatki z cichym pomrukiem. Vex ani na niego nie spojrzał, dalej łypał na nas gniewnie i warczał. Fioletowa piana kapała mu z pyska.
- Pożarł akumę - Hum poraz pierwszy wydobył z siebie coś więcej niż pomruk czy bezsensowne nucenie - potrzeba kogoś, kto umie oczyszczać akumy.
Spojrzeliśmy się po sobie ze Stefką. W naszych duetach raczej byliśmy tymi, co unieszkodliwiali przeciwnika, a uleczaniem zajmował się nasz partner...
- Można go jakoś uleczyć? - zapytałem duszka.
Pokiwał głową.
- Wychodzi na to, że musimy poprosić twoją partnerkę z playboya - zaśmiała się. No tak, króliczek...- o oczyszczenie Vexa. A dokładniej: zawartości  jego żołądka.
Przytaknąłem.
- Wyśledzisz ją? Ja naprawdę wolę nie kusić losu i sie nie przemieniać. - mruknąłem.
- Spoko Loko, dzyń dzyń dzyń! - pokazała mi dwie okejki - po prostu poczekaj na mój telefon, dobra? Wtedy przyniesiesz tę małą bombę zegarową na wskazane miejsce.
Przytaknąłem.
Około godziny piętnastej zadzwonił mój telefon.
- Masz ją!? - zestresowany wrzasnąłem do słuchawki.
- Aua...mam... Ale nie piszcz tak, bo mi bębenki popękają...  Jest, namierzyłam ją. I to ona w stu procentach, bo ma przy sobie kwami białego królika. Właśnie z nim gada. Przybywaj na plac Niepodległości, jasne?
Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Zaciągnąłem gogle na czoło (nie na oczy ) i po paru minutach byłem na tym placu.
Podszedłem do Stefki, która kciukiem wskazała na dziewczynę w męskich ciuchach siedzącą na ławce. 
- Chodźmy.
Na nasz widok od razu schowała króliczka do bluzy.
- A więc umiesz oczyszczać akumy, Hare? - zacząłem, używając jej przydomku, bo prawdziwego imienia nie znałem - Ja, czyli Kameleon, potrzebuję małej pomocy. I przepraszam przy okazji za to moje świrowanie. To przez niego - dla lepszego efektu odkryłem klatkę z rozwścieczonym Vexem - pożarł akumę i siebie, ani mnie nie kontrolował. Mogłabyś spróbować oczyścić jego i zawartość jego żołądka? Bardzo. Ładnie. Proszę.
Spojrzała się na mnie jak na świra.
Nie dziwię się.
Stefka sapnęła, w oczekiwaniu na jej odpowiedź, zaś Hum niepewnie podleciał do klatki.
Zmarczyła brwi 
-Jak mnie znaleźliście?-Powiedziała wyjątkowo poważnym głosem.
- Niematerialna, szpieg na zawołanie - Stefka się ukłoniła - potrzebowaliśmy ciebie w trybie natychmiastowym, a kombinacja twojego głosu, fryzury, kształtu twarzy i wzrostu jest łatwa do zapamiętania. Śledziłam cię od razu jak wyszłaś ze szkoły. Również przepraszam za brak poszanowania twojej prywatności. - zakończyła. 
-Normalne to to nie jest-westchneła głęboko. Cały czas patrzyła gdzieś w bok, później przeniosła wzrok na czubki swoich trampek.
- Wracając do tematu - mogłabyś wyświadczyć nie tylko mnie, ale całemu miastu przysługę o unicestwienie jednego pomyleńca? 
- Niby jak?
- Oczyszczając akumę zamkniętą w Vexie.
- A jak mam to zrobić, żeby go nie zabić?
- On ją połknął...zjadł...i nadal jest żywa w jego brzuchu. Po prostu zmień ją w motylka, tak jak wszystkie inne przedtem...-podrapałem się po głowie - Wierzę w ciebie!
- A nie trzeba jej wyciągnąć? - zawahała się.
- A chcesz tego dotykać nie przez szybkę? - podsunąłem jej terrarium z płonącym Vexem, w konwulsjach plującym fioletową pianą i rzucającym się jak oszalały, pod jej nos.
Cofnęła się gwałtownie i upadła na ławkę.
- Wiem, że to nie jest najprzyjemniejsze rozpoczęcie roku, ale proszę, zrób to - odsunąłem klatkę sprzed jej twarzy.
- Tutaj? - rozejrzała się dookoła.
Pokiwaliśmy głowami.
- Schowajmy sie za drzewem.
-bo to dużo pomoże-bąknęła pod nosem i poszła za owe drzewo.
-Rossa kicaj!- wykrzynęła, po czym biały króliczek został wessany przez wisiorek na jej szyi.
Podałem jej terrarium.
- Czyń swoją powinność...
- A klucz? - wzięła głęboki oddech.
Stefka podała jej mały kluczyk.
- Uważaj...proszę.
-postaram się.-zmieniła chyba swoje nastawienie. Bez wachania uwolniła kwami i odskoczyła do tyłu.
-Pora wypędzić złe moce!-Ryknęła wyciągając młot przed siebie, który wessał małego kameleona.
;_;
-Vex, żyjesz? - popukałem w młot. Nie, żeby co, ale się trochę cykam...
Dziewczyna była zupełnie zdezorientowana.
- Ja... nie wiem czy to się uda...

Wielka mi pociecha! Oddaj mojego kwami ty zazdrośnico ;∆;!

- A z której strony on wyleci? Przydałoby się go złapać ._." - zacząłem obchodzić ją z młotkiem dookoła.
- Tam gdzie został wessany.
Po chwili mała jaszczurka po prostu wypadła z młotka prosto w moje ręce.
Spał chyba...
- Jestem ci dozgonnie wdzięczny... - pogłaskałem słodko śpiącego malucha po głowie - i przysięgam, że nie będę zabijał.
Stefka zaklaskała.
- No...to widzę, że nasz Xavi w końcu dorósł - po czym szeptem dodała - dwa lata spóźniony, ale najważniejsze, że zmądrzał~
- Hej! Jestem starszy od ciebie o ponad dwa miesiące! - puknąłem ją w czoło - nie zapominaj!
Zaśmiała się.
- A więc... Jak minął pierwszy dzień szkoły? - zapytała moją zbawicielkę - Mocno dyrek przynudzał?
- A czy to ważne? - uniosła brew.
- Nie, ale chciałam jakoś podtrzymać rozmowę czy coś. Dobra, panie poeto, trzeba wracać do warsztatu naprawić mi motocykl.
Pożegnaliśmy się z Hare i po prostu wróciłem do mojego nie profesjonalnego warsztatu w garażu pod kamienicą, gdzie naprawiam rowery i inne takie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz