W końcu wpadłam do mieszkania, mops od razu na mnie wskoczył, przez co ledwo utrzymałam równowagę. Cóż za szalony dzień...
Z trudem ruszyłam do swojego pokoju, Klusek pognał za mną, zahaczając brzuszkiem o każdy schodek. Gdy weszłam do pokoju, kwami siadła na moim biurku. Przysiadłam na podłodze z planem lekcji i zaczęłam się pakować, co zajęło mi dobre kilka minut, aż w końcu rzuciłam plecak gdzieś w kąt. Wzięłam książkę od fizyki, w sumie z czystej ciekawości, otworzyłam na pierwszym rozdziale. Fizyka atomowa... brzmi groźnie.... Zjawisko fotoelektryczne... co to kurde jest?
Coś czuję, że to będzie ciężki rok....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz