-Sophie, miło mi - rzuciłam, postanawiając, że raczej daruję sobie podanie ręki. Zerknęłam na zegarek. Robi się późno, a ja jutro muszę porządnie zacząć dzień. Rozmawiałam z Maćkiem jeszcze kilka minut na temat tego co zdarzyło się poparzonemu człowiekowi, a następnie udałam się w stronę domu. Koniec końców kiedy stałam przed drzwiami była już noc. Wstawiłam czekoladowe mleko do lodówki, a następnie sprawdziłam czy babcia jest w domu. Spała. Jak zwykle o tej godzinie. Ja w sumie też powinnam się zdrzemnąć. Położyłam drzemiącego Ariesa na poduszeczce, a sama poszłam zrobić sobie kąpiel. Po kilkunastu minutach położyłam się do łóżka. Jutro zaczynam studia... Niby jestem przygotowana, ale wciąż towarzyszy mi stres. Przymknęłam oczy.
Obudziło mnie chrapanie Ariesa. Zsunęłam się z łóżka, przecierając zaspane oczy. Miałam jeszcze całe dwie godziny do wyjścia. W pół godziny zdążyłam się oporządzić i zjeść śniadanie. Stwierdziłam, że zdążę jeszcze przeczytać rozdział książki, która poruszała problemy dzisiejszego świata.
-Ech, gdzie te okulary - zaczęłam przeszukiwać pokój, aż znalazłam je pod łóżkiem. Ciekawe jak się tu znalazły? Usiadłam na łóżku i pogrążyłam się w lekturze. Czas minął jak z bicza strzelił. Jeszcze trochę, a nie zdążyłabym na rozpoczęcie. Ku mojemu zaskoczeniu Aries leżał już w torbie. Oczywiście dalej spał. Stwierdzając, że jestem już gotowa do wyjścia mogłam spokojnie ruszyć w stronę przystanku autobusowego. Kiedy autobus nadjechał okazało się, że tłumów nie ma. Tylko ja, jacyś ludzie (kilkoro z nich wyglądało jakby pracowało w korpo, ale to szczegół) i gromadka dzieciaków. Zaskakujące, że ludzie których mijam na ulicy, kilka godzin później mogą okazać się złoczyńcami opanowanymi przez akumy. Z myśli wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi autobusowych. Wyskoczyłam z pojazdu stając naprzeciw budynku, w którym miałam rozpocząć naukę.
Rozpoczęcie roku minęło bez jakichś większych problemów.
-Sophie... przejdźmy się, prooooszę? - Aries wystawił swój łebek z torby.
-Nie śpisz? - zapytałam - A poza tym, wiesz jaki to kawał drogi?
-Wiem, ale jakoś wolałbym pójść pieszo. Poza tym, nikogo prawie tu nie ma, więc nie muszę się dusić w tej torbie! - wykrzyknął wesoło.
-No dobrze, niech ci będzie - posadziłam kwami na ramieniu, ale on za chwilę wzleciał do góry i położył się na mojej głowie. Co ja się z nim mam.
-Co masz zamiar robić przez resztę dnia? - zapytał.
-Na początku chciałabym dojść do domu - ze znużeniem spojrzałam na ciągnącą się ulicę.
-Wiesz, w sumie gdybyś przemieniła się w Aturu byłabyś tam dwa razy szybciej~ - Aries zaczął gawędzić zachęcającym tonem. Ten mały cwaniaczek dobrze wie co robi. Jakby nie spojrzeć dawno się nie przemieniałam, może nie zaszkodzi, tak raz?
-No dobrze, ale mimo wszystko zróbmy to dyskretnie - po tych słowach udałam się za jakiś budynek wychodząc już jako Aturu. Zapomniałam już, że te rogi ważą swoje. Szybko pognałam skacząc, bo dachach budynków. Po kilku minutach byłam już prawie na miejscu. Stanęłam na trawniku żeby rozejrzeć się za mało zaludnionym miejscem. Niestety zanim je znalazłam, poczułam jak coś łapie mnie w okolicy uda. Zniecierpliwiona spojrzałam w dół. Dopiero po kilku chwilach zrozumiałam, że stoję na środku placu zabaw i zostałam zatrzymana przez grupkę małych dzieci, które zaczęły mnie tulić. Nie chcąc wywołać u nich ataku histerii uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie poświęcenie im trochę uwagi. Mój strój jest niestety bardzo miękki i taka akcja zdarza się już nie pierwszy raz. I w taki oto sposób skończyłam jako główna atrakcja placu zabaw. Byłam przytulanką, drabinką i zjeżdżalnią jednocześnie. A JA CHCIAŁAM TYLKO SZYBCIEJ BYĆ W DOMU!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz