Po odjechaniu już naprawionym motorkiem z domu Xaviego postanowiłam zahaczyć o supermarket i kupić parę bezsensownych pierdołków, typu zupki chińskie i nutella. Nie samym chlebem człowiek żyje =^=
Wróciłam do domu.
- Odwiozłaś skuter do naprawy? - ojciec zapytał mnie, spoglądając znad laptopa.
- Już go mam z powrotem - mruknęłam, zdejmując buty i wsuwając mięciutkie skarpetki z kuleczkami antypoślizgowymi - za darmo kolega naprawił.
Mruknął coś w stylu :"aha." i nie odezwał się ani słowem więcej. Nic w stylu : " a jak ci minął dzień? Dobrze sie bawiłaś?"
Matki znowu nie było. Ponoć w jej hobbistycznym klubie astronomicznym dzisiaj w nocy jest spotkanie z oglądaniem komety B-16.. Musi wszystko przygotować...
Hum tracił mnie w policzek.
Znowu miałam zwiechę!
Pobiegłam do pokoju z torbą pełną słodkości i uruchomiłam laptopa. Może nie spędzam czasu zbyt aktywnie, ale od tego mam misje, tak?
Hum przyniósł słuchawki w ząbkach.
- Nie, dzisiaj nie to - poklepałam go po maleńkiej główce-dzisiaj coś normalnego.
Przytaknął i usadowił się na moich kolanach, wgapiając się w ikonkę YouTube, która stopniowo się powiększała, aż w końcu kliknęłam na film i założyłam nam słuchawki. Kocham moje życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz