poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Sophie

Z krzywym uśmiechem spojrzałam na dziewczynę w stroju pandy.
-Kontakty z dziećmi jakoś nigdy nie były moją mocną stroną - powiedziałam, odczepiając od siebie brudne od piachu łapki dziecka. Na moje szczęście małe paskudy raz zdjęte więcej nie wracały. Kiedy całkowicie uwolniłam się z swego rodzaju pułapki poczułam się strasznie senna. Charakter kwami bierze górę... znowu... Jak tak dalej pójdzie to zasnę na stojąco. Podziękowałam za pomoc dziewczynie, a następnie ją pożegnałam. Nieograniczonego czasu nie mam, bo prędzej czy później się przemienię. Puściłam się biegiem w znajome alejki. Jeszcze tylko park i zaraz będę na miejscu. Czułam jak kleją mi się oczy. Nie mogę teraz zasnąć, to byłoby żałosne! Przechodząc obok parku zauważyłam, że nie ma tu nikogo. Przecież... jak usiądę na chwilę na tej ławce pod drzewem to nic się nie stanie, prawda? Biłam się z myślami jeszcze kilka minut, aż koniec końców skończyło się na tym, że jednak odpłynęłam w błogi sen, siedząc na tej nieszczęsnej ławeczce pod drzewem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz