Łaziłem jak zwykle ze Stefką po mieście. Ona nie studiuje, bo rodzice ją uczą zawodu (egzorcysty. Wow ._." ktoś ich w ogóle wynajmuje?), a ja..... Mam pracę! Naprawiam ludziom samochody. Ambitne, nieprawdaż?
- Ty na serio masz ochotę grzebać w tych silnikach, smarze, et cetera? - Steph odwróciła się w moją stronę, na chwilę przestając podziwiać wielki statek właśnie wypływający ze stoczni. Chłodna bałtycka bryza rozwiała jej stojące ciemno granatowe włosy. Z zimna spuściła rękawy,przedtem podwinięte do łokci - nie kumam cię. Rozprawiasz o poezji i sensie życia, bardzo często czytasz... Ty weź na filozofię czy polonistykę idź, a nie kiśnij u wuja w warsztacie! - zmarszczyła czoło - Będziesz się tam marnował!
- Nie oceniaj książki po okładce - mruknąłem, wgapiając się w Huma i Vexa dokazywujących na barierce tuż przed nami. Aktualnie mały kameleon próbował złapać ducha za dwa czułki ulizane do tyłu. Dla bezpieczeństwa zawinął ogon dookoła rurki, by w razie czego nie spaść w ciemnobrunatną, lodowatą toń... - nie jestem wcale rozgarnięty. Jestem przeciętnym człowiekiem, który od czasu do czasu przypomina sobie, jak to jest być dzieckiem. Najważniejsze, to nie zapomnieć, wiesz?
Spojrzała na stalową kratę, jedyną rzecz, która nas tu trzymała. Mogłaby teraz się wygiąć i pozwolić nam na zawsze zniknąć. Zabawne, że nasze życie zależy od kawałka metalu. Może oto ta krata czuje się szczęśliwa, że jest ważna? Że jest przez chociaż chwilę uznana za pożyteczną?
Z rozmyślań wybudził mnie głos mojej towarzyszki.
- Ja już zapomniałam. I nie wiem, czy sobie przypomnę - po chwili dodała weselszym głosem - wiesz, plusem jest to, że nie siedzimy już w szkole, co? Zawsze możemy wyjść i pogadać, poudawać dzieci. Pamiętam, jak się tu przeprowadziłeś! Byłam jeszcze wtedy malutka i nie taka stuknięta! A jakie ty miałeś wielkie oczy! Jak pięciozłotówki!
Śmiała się. Ja też. Wspominaliśmy dzieciństwo przez cały wieczór. Dopiero późnym zmrokiem rozeszliśmy się w swoje strony. Vex przeciągnął mi się na ramieniu.
- Hej, wiesz, że akumy atakują? - ziewnął - za dobrze się bawiłem i zapomniałem ci powiedzieć. Radziłbym założyć gogle! - zaśmiał się słodko i okręcił w powietrzu.
Nie byłem w nastroju na odstawianie psychozy z płomieniami w roli głównej. Wszedłem poza światło latarni i zaciągnąłem gogle. Na ulicach było już pusto. Po chwili zręcznie wspiąłem się na lampę uliczną i pognałem po dachach. Nie, żebym specjalnie się cieszył z powodu, iż na moim rewirze się pojawił przeciwnik. Po prostu jako Kameleon jestem...psychiczny lekko.. Sam się wstydzę, jak się zachowuję.
Pokręciłem moją płonącą buławą, stojąc na kominie i obserwując całe zajście.
Zaśmiałem się na tyle głośno, by mnie walcząca dwójka usłyszała.
- CZAS PODGRZAĆ ATMOSFERĘ! - dokonałem samozapłonu i rzuciłem się na przeciwnika mojej...koleżanki z pracy.
Zdołałem się mu uważnie przyjrzeć przez ten moment, zanim poparzyłem mu twarz i ciało. Po chwili mnie odepchnął z wrzaskiem, ja zaś elegancko wylądowałem na lampie, okręcając się o około 180°.
- Piecze? Boli? - śmiałem się dalej - POWINNO!~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz