Szum fal był bardzo przyjemnym dźwiękiem dla moich uszów. Opatuliłam swoją głowę kapturem i naciągnęłam na dłonie swoją bluzę, ponieważ mimo ciepłego lata, zaczynało się robić nieco zimno jak dla mnie. Moje kwami opadło zmęczone na moje ramię, ja tylko kątem oka spojrzałam na nie, odrywając tym samym wzrok od małych fal, odbijających się od plaży.
Westchnęłam cicho, słysząc, jak miś dość szybko zaczął chrapać. Pokiwałam tylko głową z dezaprobatą, sama do siebie, po czym wyjęłam z kieszeni słuchawki i włożyłam je sobie do uszu. Oczywiście, są to słuchawki z pandą. Wyciągnęłam komórkę i szybko otworzyłam swoją playlistę, po czym puściłam piosenkę „Sex Whales & Fraxo - Dead To Me (feat. Lox Chatterbox)” i pogłośniłam sobie, ponieważ leciało mi to dość cicho.
Wstałam z rozgrzanego przez słońce piasku powoli, tak by Testi nie spadł, po czym, gdy już stałam na równych nogach, powoli ruszyłam plażą przed siebie, cicho nucąc pod nosem jakąś melodie. Z kieszeni wyjęłam swój wachlarz, by jednym płynnym ruchem już po chwili go rozłożyć i zacząć się nim delikatnie wachlować, krążąc dalej przed siebie.
W pewnym momencie zaczęłam delikatnie podskakiwać, w rytm muzyki, która aktualnie grała. Była to piosenka z musicalu, a nazywała się ona „wait for it". Zaczęłam cicho ją podśpiewywać, by po chwili wczuć się na tyle, żeby zacząć śpiewać na cały głos i tańczyć jak powalona - ale nikogo nie było, więc w sumie nie miałam czego się wstydzić!
Klasnęłam parę razy w dłonie w rytm piosenki, po czym okręciłam się wokół własnej osi z trzy razy. Nie śpiewałam źle, ale jakoś wykwintnie również nie.
W pewnym momencie obudził się Testi i ziewnął przeciągle, by szybko jednak się obudzić, po czym, gdy usłyszał, że śpiewam, postanowił się dołączyć. Mimo że wyglądał jak słodki pluszak, miał dość dorosły głos, dojrzałego mężczyzny - co mnie trochę dziwiło - ale mimo wszystko i tak go kochałam, w końcu mogę i go bardzo lubię!
Jednakże jego głos nie brzmiał jakoś staro, tylko po prostu... z głosu można by było go porównać do 20 latka, a z wyglądu... no cóż, to mały miś i wygląda jak pluszak...
Mimo wszystko postanowiłam nie zastanawiać się nad tym dłużej i po prostu dałam się ponieść muzyce razem z moim małym przyjacielem. Już jutro idę do nowej szkoły, całe wakacje spędziłam sama... bez moich starych przyjaciół i partnera... Przynajmniej się z nim pożegnałam. Tyle dobrego... W ostateczności nawet nie wiedziałam, jak się nazywa naprawdę ani jak wygląda bez maski, ale mimo wszystko - to był prawdziwy przyjaciel! Jego będę wspominała dobrze do końca życia. Mimo że miraculum mam od dość niedawna, to tam zdążyłam sobie znaleźć kogoś do współpracy, a tutaj? Tutaj zaczynam zupełnie od nowa. Znów westchnęłam, tym razem jakbym zrzuciła z siebie jakiś ciężar po całym dniu i przerwałam śpiewanie, a wraz ze mną i Testi.
- Coś się stało? Wiesz, że mnie możesz powiedzieć — rzucił z wolna, tonem jakby to w ogóle go nie obchodziło, ale w sumie on, od kiedy go poznałam, to tak brzmiał. Ja jednak nic nie odpowiedziałam, tylko, wyciągnęłam słuchawki i szybko go złapałam, po czym dałam na swoje ramię (Bo wcześniej jak śpiewał, to zdążył sobie zejść z niego i zacząć latać wokół mnie). Wyciągnęłam jedną słuchawkę i rozejrzałam się dookoła zdezorientowana... Usłyszałam coś dziwnego.... Przymrużyłam oczy i zaczęłam się kierować w stronę dźwięku, szybkim tempem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz