niedziela, 3 kwietnia 2016

Sophie

Zdążyłam zrobić zakupy i udałam się w stronę domu. Moją uwagę przykuła walka jakiegoś człowieka i kameleona. Szturchnęłam lekko torbę, a Aries automatycznie wystawił z niej łebek.
-Ludzkość zchodzi na psy - mruknęłam obserwując jak człowiek zostaje poparzony.
- O makto, słabo mi, będę żygać... Sophie pomocy...  - kwami zsunął się jak naleśnik spowrotem do środka.
-Błagam, nie wymiotuj - rzuciłam ostro, przypominając sobie co było ostatnim razem. Ruszyłam dalej głęboko pogrążona w rozmyślaniach na temat tego, czy ktoś pokroju Kameleona wciąż jest bohaterem, czy może to już antybohater. Z myśli wyrwało mnie zderzenie. Chwilę wgapiałam się w chodnik, stwierdzając czy utrzymuję równowagę. Kiedy podniosłam wzrok ujrzałam mężczyznę, który strasznie się tłumaczył. Bacznie go obserwowałam i czekałam aż zamilknie. Nie byłam pewna czy bardziej mi tego człowieka było szkoda, czy bardziej bawiła mnie ta sytuacja.
-Spokojnie - powiedziałam kiedy w końcu skończył - Jak widzisz jestem cała, nigdzie z tym nie pójdę i nie, nie musisz mi płacić - westchnęłam - Szczerze powiedziawszy to też nie jestem bez winy - dyskretnie, ale wystarczająco mocno uderzyłam łokciem w torbę, ponieważ czułam jak Aries wierci się by zaraz wypełznąć i zarzucić jakimś słabym żartem - Walka Kameleona z jakimś pseudo przestpecą była dość spektakularna i za bardzo zaczęłam się nad nią zastanawiać...

Matko. Po kiego grzyba ja mu gadam o tych pierdołach? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz