niedziela, 3 kwietnia 2016

Aristow

Dziewczyna prędko uspokoiła mnie, zapewniając przy tym, że jest cała i zdrowa. Istotnie nie była to żadna tajemnica, w końcu nie wyglądała na osobę, która ma połamane wszystkie kości, ale ostrożności nigdy za wiele. Ja też swego czasu byłem przekonany, że nic mi się nie stało, a było zupełnie inaczej...Chociaż od zwykłego zderzenia, w którym nikt się nawet nie przewrócił, trudno byłoby jakkolwiek ucierpieć...Jestem..Głupi.
-Chwała Bogu - rzuciłem, czując nagły i chwilowy przypływ wiary.
Wygiąłem się nieznacznie w minimalny półłuk, czując jak opierzone stworzenie, które do tej pory siedziało pod kapturem mojej bluzy, zsunęło się po karku, a następnie po plecach, łaskocząc mnie przy tym swoimi piórami, jednak jakoś zdołałem opanować uśmiech i śmiech cisnący się uparcie na moją twarz. Ostatecznie Kavi wylądował z powrotem w kieszeni, uświadamiając mi przy tym, że wypadałoby jednak ściągnąć kaptur z głowy, bo z której strony by na to nie spojrzeć..No nie wypada. Z tą myślą jednym ruchem ręki, niedbale ściągnąłem kaptur, pozostawiając go w niechlujnym i niewygodnym ułożeniu, nie mając już ochoty go poprawić.
-Pseudo przestępcą?- powtórzyłem, odruchowo odwracając wzrok w miejsce "zbrodni", od którego i tak byłem już oddalony. Dla mnie to nie był..Pseudo przestępca, a raczej niewinny człowiek. Cokolwiek by nie zrobił, był niewinny, to było dla mnie oczywiste od początku tej branży i dla wszystkich takich jak ja dookoła mnie...Więc dużym zniechęceniem dla mnie do tego miasta, była sytuacja, którą zastałem. On go do cholery jasnej, prawie zabił i z tego miejsca nawet nie byłem pewny, czy ten człowiek wciąż żyje. Dla mnie poranienie takiego kogoś to było wiele, a taki show, który odstawiła ta żaba, było ostrą przesadą.
-Spektra..Spekl..Spektrakuralna...Nie umiem mówić. To nie było..Takie, tylko było raczej porażką w każdym możliwym tego słowa znaczeniu. Może nie jestem jakimś znawcą, ale walka to to nie była. To była jednostronna rzeźnia - rzuciłem z ciężkim westchnięciem, mając nadzieję, że nie wszyscy w tej okolicy są tacy jak ta kolorowa jaszczurka.
-Tak czy inaczej witaj w moim świecie. Moją nieuwagę zawdzięczam temu samemu co ty - dodałem po chwili ze słabym uśmiechem, wyciągając dłoń w jej stronę, jakbym dopiero teraz uświadomił sobie, że skoro zamieniliśmy ze sobą więcej niż jedno zdanie, to powinienem się raczej przedstawić. Moja kultura ubolewa dzisiaj. To chyba przez to rozkojarzenie.
-Boże daruj..Znowu. Aristow jestem..Ale można mówić Maciek. To chyba bardziej...Wasze - powiedziałem wesoło, zdając sobie sprawę, że trudno jest przysowić sobie moje imię, dlatego o wiele wygodniej mówić jest "Maciek"..Tak sądzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz