Podniosłam się z biurka, które w aktualnym stanie bardziej przypominało bunkier z książek. Prawdopodobnie organizm upomniał się o swoje i najzwyczajniej w świecie zasnęłam. Niezbyt uradował mnie ten fakt, ponieważ niespodziewana drzemka była równoznaczna z tym, że grafik dnia diabli wzięli. Wyjrzałam przez okno. Dzień się kończył.
-Tak się kończy zarywanie nocek! - Aries wygramolił się z czegoś w rodzaju łóżeczka, które zrobiła mu kiedyś babcia.
-Odnoszę wrażenie, że masz wielką satysfakcję z mojej klęski - zaczęłam sprzątać książki. Jakby na to nie spojrzeć, to ostatni dzień wakacji. Nie mogę sobie pozwolić, aby zmęczenie wzięło górę na samym początku roku szkolnego.
-Ech... Czy ty myślisz, że chcę ci dokuczyć? - stworek ziewnął potężnie - Jeśli tak myślisz, to wiedz, że jednak źle myślisz!
Przetarłam oczy. Kiedy już postanowiłam, że odpocznę to dopadło mnie ogromne zmęczenie.
-Rozumiem, że się o mnie martwisz. Zarówno ty jak i babcia chcecie dla mnie jak najlepiej, ale... - przerwało mi ciche burknięcie w brzuchu. Aries zachichotał i podleciał do drzwi.
-Jedzenie czeka na ciebie już parę dobrych godzin!
-A babcia w domu jest? - ledwie otworzyłam drzwi, a kwami wystrzelił jak petarda w stronę kuchni.
-Nie, wyszła jakiś czas temu - Aries dzielnie walczył z drzwiczkami od lodówki, ale koniec końców musiałam mu pomóc. W lodówce czekał cały talerz ciasteczek czekoladowych. Moja babcia chce mnie utuczyć...
Postawiłam ciastka na stole i wraz z owcopodobnym stworkiem delektowaliśmy się wyśmienitym smakiem wypieków babci.
-Hmm... Czegoś mi tu brakuje... - Aries zaczął się rozglądać z zamyśloną miną.
-Mleko czekoladowe - rzuciłam po krótkiej chwili zastanowienia.
-Otóż to! - kwami połknął ostatni kawałek swojego ciacha - Kupimy?
-Jasne, też mam na nie ochotę - wstałam od stołu, wzięłam torbę, a następnie pozwoliłam usadowić się tam Ariesowi. Tak przygotowana wyszłam z domu i udałam się w kierunku pobliskiego spożywczaka. Po kilku krokach stworek wystawił swój łebek z torebki.
-Zdrzemnę się, dobrze? - ziewnął - Ale pamiętaj, które mleko lubię najbardziej!
-Tak, tak. Te z tańczącą krową w różowym tutu. Pamiętam - uśmiechnęłam się krzywo i wepchnęłam kwami z powrotem do środka. W okolicy krążyło wiele pań w starszym wieku, które jak mówi moja babcia: należą do jej gangu. Mimo wszystko wolę żeby nie wzięły mnie za dziecko zła, które gada samo do siebie. Po pięciu minutach byłam już na ulicy, na której znajdował się dobrze mi znany sklep z ukochanym mlekiem czekoladowym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz