sobota, 2 kwietnia 2016

Laura [tak, zaczynamy]

Siedziałam na miękkim piasku, fale delikatnie obmywały mi stopy. Słońce było coraz niżej, wyglądało, jakby wpadało do nieba. Mój ostatni dzień wolności, myśl o nowej szkole strasznie mnie przytłaczała. Gdzieś niedaleko mnie przysiadła mewa, nie musiała czekać długo, żebym miała jej dość. Zerknęłam na wyświetlacz telefonu, siedzę tak już 5 godzin. Zarzuciłam cienką, męską bluzę na plecy i powoli ruszyłam w stronę domu. Wyszłam z plaży i pomknęłam między budynkami. Po drodze wpadłam jeszcze do sklepu po coś słodkiego na wieczór i marchewkę dla mojej kwami. Od razu po wejściu wpadłam na brata. Patrzył na mnie z góry. W sumie sama nie miałam pojęcia, o co mu chodzi, czarnymi oczami przewiercał mnie na wylot, jak gdyby próbował czytać mi w myślach.
-Mogę przejść?-Burknęłam, lekko szturchając go w bok. Odsunął się lekko.
-Nie zapominaj, że jutro masz rozpoczęcie roku. Nie chcę znowu prowadzać cię do psychologów, więc zrób na nich dobre wrażenie. Nie spieprz tego.
Wolałam to po prostu przemilczeć, nie chcę się z nim kłócić.... drugi raz w tygodniu. Od razu popędziłam do swojego pokoju. Otworzyłam plecak, by Rossa mogła w końcu wylecieć. Zającowata istotka od razu do mnie podleciała.
-Nie przejmuj się nim, po prostu się martwi — Zapiszczała. Przewróciłam oczami i otworzyłam szafę.
-Niby to wiem, ale mam tego dość — mruknęłam, wyrzucając ubrania na podłogę. -Widziałaś moją koszulę?
Istotka pokiwała główką na boki. Spojrzałam przerażona na wieszak. O nie. Niechętnie wyjęłam czarną sukienkę. Już miałam odpiąć zamek, gdy usłyszałam coś dziwnego za oknem.
Atak akumy?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz